Chwiejnym krokiem zmierzałem w strone domu. Chłopscy stwierdzili, za chcą sie zabawić i zaciągnęli mnie na karaoke z alkoholem. Mimo, ze nie chciałem pic zmusili mnie do tego. Nie żebym nie lubił, poprostu był środek tygodnia.
Na imprezie poznałem kilku chłopaków z mojej klasy. Brązowooki brunet o wzroście Mike'a i krępej budowie miał na imię Pawel Miller i był Niemcem. Gdybym jednym słowem miał określić jego charakter, powiedział bym "zgrywus". Miller lubił psocić i żartować, ale bez przesady.
Następny był Adam Jones. Jego jasne włosy sterczały w strone nieba, a oczy były prawie że czarne. Chłopak był podobnej budowy co Pawel, tyle że wyższy.
No i mały, szczupły Boby Light. On to juz prawdziwy huligan, jest tak nieznośny, że szkoda gadać.
Ciekawi was pewnie skąd wzięliśmy alkohol. Wszystko za sprawą Harrego Grey'a, kumpla Mike'a. Ten tez był mega chudy, ale prawie mojego wzrostu. Miał średniej długości blond włosy i zielone oczy, a charakter miał paskudny...
W końcu stałem przed swoim domem. Gdy wszedłem do domu usłyszałem bardzo dziwne dźwięki dochodzące z pokoju mojego brata. "Znalazł sobie towarzystwo na noc... Zbok..." westchnalem zdejmując koszulkę i kładąc sie za łóżko. "Nie chce mi sie przebierać, idę spać..."
TIME SKIP
Ocknąłem sie z lekkim bólem głowy implantem na czole. Z początku nie wiedziałem co sie dzieje, ani gdzie jestem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, ze zemdlałem na lekcji.
-Wreszcie sie obudziłeś- usłyszałem znajomy, szorstki głos. Obok mnie stała wysoka (płaska XD) szatynka o gniewnych, niebieskich oczach. Ubrana w szarą bluzę z kapturem, jasne jeansy; z rekami skrzyżowanymi na piersi patrzyła na mnie z surowym wyrazem twarzy.
-Annie... Co ty tu robisz?-westchnalem przeczesując włosy palcami.
-Pani Hanna kazała mi sie tobą zaopiekować, wiec wykozystuje to do odpuszczenia lekcji-wytłumaczyła dziewczyna podając mi szklankę wody i jakieś tabletki.
-Dlaczego tobie?-zapytałem zażywając leki.
-Bo jestem przewodniczącą.
-A plaster skąd?
-Walnąłeś o stół, a teraz sie zamknij i odpoczywaj-warknęła dziewczyna zabierając mi pusta szklankę i siadając na krześle obok łóżka zaczęła coś czytać.
"Swietnie. Początek szkoły i leżę u pielęgniarki..." pomyślałem wstając. Chciałem juz iść ale poczułem silny uścisk na ręce.
-A ty gdzie?-zapytała Smith nie wyciągając nosa z książki.
-Na lekcje...
-Mowy nie ma! Mamy teraz biologię, a ta baba mnie nie znosi-przerwała mi dziewczyna odkładając książkę.
-Ale mi sie nudzi...-jeknalem.
-Kazano mi sie tobą zając dopóki nie zjawi sie pielęgniarka wiec zostajesz- to mówiąc dziewczyna pociągnęła mnie na łóżko.
-Upierdliwa jestes... Nudzi mi sie- powiedziałem z nieskrywaną złością.
-I co ja na to mogę?
-Poprostu pozwał mi iść!
-Nie bo ja nie chce iść!
-To co ja mam niby robi...?!-w tym monecie dostałem z książki w nos.
-Możesz poczytać-warknęła Annie.
-Tsk...-złapałem książkę i zacząłem czytać co jakiś czas zerkając na dziewczyne bawiącą sie telefonem. W pewnej chwili zauważyłem cos dziwnego. Szatynka wyciągnęła rękę w strone torby, zatrzymała ją przegryzając wargę i rzucając mi przy tym przelotne spojrzenie, a potem wyciągnęła z tornistra szkicownik i zaczęła coś bazgrać. W miarę jak sie do niej przybliżyłem by zobaczyć co robi dziewczyna sie odsuwała, a gdy juz prawie zobaczyłem obraz drzwi gabinetu sie otwarły i stanęła w nich pulchniutki kobitka z blond kędziorkami na głowie.
-Oh, juz sie ocknąłeś kochanie- powiedziała kobieta w moja strone.-Martunia możesz juz iść, zbadam twojego chłopaka i puszczę go wolno- kobieta puściła nam oczko.
-Znów sie pani pomyliła, jestem Annie, Martha to moja ciocia. A ten typ nie jest moim chłopakiem-wytłumaczyła dziewczyna oschłym głosem.
-Zdejmij koszulkę, ja pójdę po stetoskop-powiedziała pielęgniarka. Posłusznie wykonałem wszystkie polecenia, a gdy chciałem juz iść kobieta mnie zatrzymała wręczając mi jakaś kartkę.
-Martunia upuściła szkic, oddaj go je-poprosiła. Zerknąłem na rysunek, był to portret jakiegoś chłopaka. Miał średniej długości, ciemne włosy. Jego twarz przesłaniała czarna chusta z jakimś białym wzorem, a głowę i ramiona zakrywała ciemna bluza z kapturem. Chłopak miał błyszczące, kocie oczy, a nad jego głową rozciągało sie rozgwieżdżone, nocne niebo.
-Wow...-westchnąłem.
-Prawda. Annie chciała iść do szkoły plastycznej, ale nie wiadomo dlaczego wróciła tutaj-wytłumaczyła blondynka.
-Nie bede w to wnikał bo oberwę, ale szkic jej oddam. Do widzenia-powiedziałem uśmiechając sie i zamknąłem za sobą drzwi.
TIME SKIP
Stałem przed drzwiami Smith i czekałem aż mi łaskawie otworzy. Gdy już stanęła w drzwiach miała na sobie zielony T-shirt i brudne od farb ogrodniczki.
-Co chcesz?-zapytała szorstkim tonem.
_____________________________________________________________________________
Cześć ludzie. Sorki że nie pisałem, ale nie bardzo miałem czas. Wybaczycie mi nie ;)